Azjatycki świat rozkoszy, cz.3: ranking domów publicznych
Ciekawostki
15 stycznia 2010 | 5:01
Zakłamanie w kwestiach seksualnych to domena większości krajów azjatyckich, nieważne jakiego wyznania. Podobne podejście do kobiet panuje zarówno w kraju katolickim, jak Filipiny, w muzułmańskim Pakistanie, czy w hinduistycznych Indiach. Wszędzie kobieta uprawiająca prostytucję, nieważne z jakiego powodu (biedy, wymuszenia) uważana jest za nieczystą.
Prostytutki różnią się między sobą. Na czele azjatyckiego przemysłu seksualnego stoją ekskluzywne call-girls, świadczące swoje usługi biznesmenom i politykom. Pracują w luksusowych hotelach i mieszkaniach i często mają na swoje usługi ochroniarzy. Branża ta rozwija się jednak zazwyczaj w krajach bogatych, chociaż i w uboższych społeczeństwach, jak na przykład Bangladesz, istnieją kluby potocznie zwane dyrektorskimi lub biznesowymi. Oczywiście prostytutką klasy A nie można być całe życie. Po jakimś czasie obsługuje się mniej znaczących klientów, a później pozostaje już tylko ulica.
Poniżej ekskluzywnych klubów i prostytutek na telefon, można umieścić salony i kluby masażu, które proponują seks z zatrudnionymi w nich w roli kelnerek i tancerek dziewczętami. Najniżej w hierarchii plasują się domy publiczne, prostytucja dziecięca oraz prostytucja starszych kobiet uprawiana w zastraszających warunkach.
Przybytki oferujące seks na sprzedaż różnią się między sobą, na co wpływa również obyczajowość i poziom rozwoju gospodarczego kraju, w którym się znajdują. Przykładowo, najniższy standardem japoński dom publiczny jest przynajmniej czysty, zupełnie inna sytuacja panuje w najbiedniejszych regionach. Kobiety uprawiają tam prostytucję w warunkach urągających ludzkiej godności, w brudnych, zaszczurzonych pokoikach lub też w małych kabinach, oddzielonych jedna od drugiej tylko cienką zasłoną. Nie posiadają najniezbędniejszych urządzeń sanitarnych, ani nawet bieżącej wody.
W zależności od kraju, domy publiczne mają różną nazwę. Przykładowo na Filipinach, gdzie prostytucja jest zakazana, istnieją zakamuflowane domy publiczne zwane casa. Są to przybytki, z których kobiety nie mogą wychodzić, niełatwo jest je rozpoznać, a nowych klientów wprowadzają tylko stali bywalcy. Wejść do casa to jakby zostać członkiem ekskluzywnego klubu. Cieszą się one olbrzymią popularnością w wyższych sferach z jednego powodu – mogą zapewnić swoim członkom towarzystwo 12 – 15 latek, nazywanych tutaj „wiśniowymi dziewczętami”. Stać na nie tylko najbogatszych.
Również w Pakistanie, gdzie prostytutkom grożą surowe kary, przemysł seksualny działa pod przykrywką. Domy publiczne określa się tam mianem „szkół tańca”. Istnieją one także w mieszkaniach prywatnych i na przedmieściach. Wielu tamtejszych mężczyzn regularnie odwiedza tego typu przybytki oraz utrzymuje kochanki. Jest to jak najbardziej legalne. Żony nie mogą protestować, bowiem pozycja kobiety w Pakistanie jest tak niska, że reakcja na taki stan rzeczy mogłaby je narazić na poważne konsekwencje.
M. Dobosz


