Lans dla mas
Ciekawostki
3 sierpnia 2009 | 16:18
Kiedy kilka lat temu paru studentów wpadło na pomysł stworzenia portalu społecznościowego innego od wszystkich. Zapewne nie przeszło im przez myśl, że jego rzeczywista innowacyjność będzie polegała na kreowaniu i rozpowszechnianiu nowych technik lanserskich. Istotnie, sytuacja trochę wymknęła się spod kontroli.
Niewielu znam ludzi, którzy nigdy, ale to przenigdy nie mieli konta na naszej-klasie, chociażby fikcyjnego, do podglądania znajomych. Portal ten jest jednym z największych fenomenów polskiego Internetu i – jak to zwykle bywa w takich przypadkach – budzi ambiwalentne uczucia. Pierwotnie przeznaczony dla osób poszukujących znajomych sprzed lat, mający na celu wygrzebywać z pamięci najwspanialsze momenty z okresu wesołej edukacji, pośrednio doprowadzać do okraszonych ekstremalnymi wzruszeniami spotkań po latach, zyskał aprobatę wielce wymagającego użytkownika i w stosunkowo krótkim czasie stał się doskonale prosperującą firmą, wykupioną od pomysłodawców za ogromne pieniądze i rozbijającą się po polskim rynku usług niczym trąba powietrzna, wciągając wszystko, co się daje (i co nie daje – również). Użytkowników jest już 13 milionów (jak informuje się na stronie głównej), ale ogólnopolski szał na naszą-klasę wydaje się nieco zanikać, a jej blask blednie. Każdy aktywny naszoklasowicz obserwuje, jak liczba znajomych z dnia na
dzień spada, a wśród powiadomień u dołu strony pojawiają się zatrważające komunikaty: „konto usunięte usunął cię z listy znajomych”. Dlaczego tak się dzieje? Sprawa nie jest taka prosta, jak się wydaje na pierwszy rzut oka.
Pierwszy rzut oka: nasza-klasa spowszedniała.
Całkiem normalna sprawa. Mijają dwa lata, od kiedy portal istnieje w społecznej świadomości. Mimo iż twórcy bardzo się starają, co rusz pojawiają się nowe możliwości, konkursy, akcje, nie mają one powalającej siły rażenia. Wydaje się, że są to jedynie ozdobniki, nie mające nic wspólnego z pierwotnym celem portalu, ale nie to jest najważniejsze. Istnieją osoby, które od naszej-klasy się uzależniły, to od tej witryny rozpoczynają internetowy rajd każdego dnia i wracają do niej przynajmniej kilka razy dziennie – i tych użytkowników twórcy portalu szybko się nie pozbędą. Są jednak i tacy, którzy założyli konto, dodali zdjęcia, wpisali się do klas i odwiedzają stronę raz, dwa razy w tygodniu. Oni konto usuną, bo po co trzymać nazwisko i wizerunek na widoku publicznym?
Drugi rzut oka: nasza-klasa się rozpowszechniła.
Wszyscy chcemy być oryginalni, choć po części. A dziś konto na naszej-klasie nie jest niczym oryginalnym (czy kiedykolwiek było?). Ci więc, w których uderzyła gigantyczna komercjalizacja i wręcz masowość portalu, szybko stamtąd uciekają, pozostawiając po sobie jedynie krótkie powiadomienie. To oni pierwsi posuwali zdjęcia z profilów i poskracali swoje nazwiska do niewiele mówiących inicjałów. Ci sami po tygodniu rozłąki z naszą-klasą zakładają konta fikcyjne bądź zaczynają korzystać z kont znajomych lub rodziny. Bo z wrodzoną ciekawością i świadomością rychłego jej zaspokojenia w ciągu 5 minut nie jest łatwo wygrać.
Trzeci rzut oka: nasza-klasa to raj dla złodziei danych.
Jakiś czas temu sprawę nagłośniła policja. I słusznie. Wielu mamy mało inteligentnych i przewidujących użytkowników, którzy wystawiają na widok publiczny swój numer telefonu, gadu-gadu, skype tudzież inne tego typu atrakcje. To wszystko w połączeniu z klarownie podpisanym zdjęciem może być nieco niebezpieczne i nie chodzi tu tylko o mało sprecyzowaną „kradzież danych”, ale i wykorzystywanie zdjęć przez różnych nieciekawych ludzi do różnych nieciekawych celów. Przezorny jednak zawsze ubezpieczony.
Czwarty rzut oka: ludzie z naszej-klasy są żałośni.
Rażąca głupota niektórych użytkowników rzeczywiście robi wrażenie. Całkowity brak świadomości popełnianego czynu w postaci publikacji wszelkich możliwych danych osobowych, cała góra idiotycznych zdjęć wrzucanych bez zastanowienia i nie wiadomo w jakim celu, kreowanie się na kogoś, kim absolutnie się nie jest i tym samym podstawianie się jako cel internetowym prześmiewcom to tylko krótki wykaz ich grzechów. Często zastanawia mnie, gdzie podział się rozum 20-letniej dziewczyny wrzucającej do galerii kolaż przedstawiający ją w „seksownych” czerwonych kozakach do kolan i krótkiej mini podczas relaksu na kanapie oraz animowanego pieska otoczonego kwiatkami. Co natomiast kierowało 22-latką, publikującą 18 słodkich foteczek różniących się między sobą jedynie kątem nachylenia aparatu względem twarzy? Cel dodania zdjęcia w BMW przez osiemnastolatka jest jasny, aczkolwiek niewzruszający. To tylko kilka przykładów z autopsji, które mogłabym mnożyć i mnożyć, o zwyczajach trzynastolatek i niezwykłej karierze pisma PoKeMoNoWeGo chyba wspominać nie trzeba. Nie dziwi więc fakt usuwania kont właśnie z tego powodu. Sama wielokrotnie byłam bliska płaczu z powodu ogarniającego poczucia wstydu, że muszę niektóre rzeczy oglądać i czytać…
Piąty rzut oka: nasza-klasa zdziera kasę.
Tak, można usunąć konto z powodu upadających ideałów. Nasza-klasa się sprzedała. Nasza-klasa wyciąga łapy po pieniądze. Nasza-klasa już nie jest taka jak kiedyś, oddajcie nam naszą-klasę!!! Chyba wszyscy użytkownicy pamiętają cudowną solidarność dodawanych obrazków (powtarzaną później wielokrotnie przy różnych okazjach) zatytułowanych „NIE PŁACĘ NA NK!” z dopiskiem „dodaj zdjęcie do galerii jeśli nie chcesz płacić na nk”. Jeśli ktoś dodał zdjęcie, od razu było wiadomo, że od dzisiaj jest internetowym buntownikiem i nie da nikomu zarobić. Ciekawi fakt, ilu z takich rewolucjonistów po paru miesiącach miało wykupiony trzymiesięczny abonament na sekcję „Kto podglądał mój profil”. W tej sytuacji snajodpowiedniejszym komentarzem wydaje mi się obrazek z galerii mojego znajomego: „Nie kroję chleba latarką. Wstaw ten obrazek do galerii, jeśli jesteś przeciwny krojeniu chleba latarką”.
Po dłuższym namyśle dochodzę do pewnych korzystnych dla portalu wniosków. Nasza-klasa mnie emocjonuje. Taak, mnie i miliony, niezależnie od zawartości czaszki, poziomu wrażliwości, wszyscy możemy się tam uśmiechnąć, zdziwić, popłakać. Bodziec nie jest ważny, a jeszcze mniej istoty jest powód. Miały być emocje, są i emocje!
Monika Maczkowska



