Opery mydlane – fenomen czy mediaholizm?
Ciekawostki
13 kwietnia 2009 | 5:30
W dzisiejszych czasach mediami rządzą tzw. soap opery. Stają się medialnym farszem, który w menu wielu ludzi zajmuje honorowe miejsce. Organizacja czasu wolnego jest dla niektórych zbyt wielkim wyzwaniem. W natłoku rozrywki, jaką proponują media, ciężko jest wybrać ważne informacje.
Dlaczego tak się dzieje? Badania prowadzone od wielu lat nad widzem pokazują niejednokrotnie, że dzisiejszy widz staje się coraz bardziej rozleniwiony. Z czasem ta pasywność przeradza się w nałóg, z którego nie zdajemy sobie sprawy. Wolimy po powrocie do domu zasiąść przed telewizorem i obejrzeć jedną z wielu oper mydlanych. Tam życie jest fajniejsze, prostsze, a problemy codzienne wydają się jakby mniej skomplikowane. Codzienna dawka powtarzalnych treści daje uczucie ekscytacji.
Opery mydlane bardzo często mylone są z telenowelami. Zazwyczaj nie zauważamy różnic między tymi dwoma gatunkami. Soap opery są też bliskie w swej strukturze serialowi telewizyjnemu. I te trzy gatunki dla niektórych „zaśmiecają” telewizję, a dla innych są punktem wyjścia, ucieczką od problemów. Opinie są podzielone. Niektórzy wolą obejrzeć kolejny odcinek Mody na Sukces czy M jak Miłość, a inni dobrą publicystykę. Ważnym elementem jest fakt, że przy operze mydlanej widz nie musi myśleć i męczyć się, analizując to, co widzi. Natomiast przy serwisach informacyjnych czy programach publicystycznych jesteśmy zmuszeni do myślenia. Być może to właśnie jest przyczyną, że po powrocie do domu wolimy wybrać operę mydlaną i „zrelaksować się”.
Na koniec słów kilka o samym gatunku soap opery. Termin ten został wymyślony przez amerykańską prasę. Zaczęto tak określać popularne w czasach 30-tych słuchowiska radiowe w Stanach Zjednoczonych. Określenie „mydlana” było aluzją do faktu, iż owe słuchowiska radiowe były finansowane przez producentów środków czyszczących. Bardzo szybko gatunek ten zyskał entuzjastów i rozpowszechnił się na telewizję. Ewolucja oper mydlanych przebiegała dość podobnie w wielu krajach, w tym także w Polsce. Za pierwszą operę mydlaną uznaje się W labiryncie.
Jednak dzisiejsze opary mydlane wyróżniają się seryjnością, każdy odcinek jest ze sobą powiązany, dlatego też ważne jest, aby oglądać odcinek po odcinku. I tu pojawiają się kliniczne przypadki uzależnień. Osoby, które opuszczą choćby jeden odcinek wpadają w furię. Pojawia się także ogromna różnica między operami dzisiejszymi, a początkami tego gatunku. Kiedyś wszystko, co nowe cieszyło, fascynowało, było inne. Natomiast dzisiaj rynkiem rządki pieniądz. Kolejne produkcje są masówką, formą pozbawioną elementów artystycznych, bez przekazu. Powiela się jeden sprawdzony schemat, a mimo tego opery mydlane i tak cieszą się niezwykłą popularnością w wielu krajach. Być może naprawdę mamy do czynienie z niesłychanym fenomenem oper mydlanych albo też popadliśmy w głęboki mediaholizm bez wyjścia.
AM


